Bajzel w WCKu
5 września zapowiadane burze nie przyszły, ale koncert Bajzla i tak był jak tajfun, bo to muzyka, która wymyka się gatunkom i schematom.
Bajzel to cały zespół zamknięty w jednym człowieku. Gitara, perkusyjne sample, wokal – zapętlane, nakładane, rozmontowywane i składane na nowo. W efekcie powstawał dźwiękowy organizm, żywy i nieprzewidywalny. Czasem surowy i rytmiczny, czasem lekko rozedrgany, ale zawsze z energią, która natychmiast udzielała się publiczności.
Nie było w tym kalkulacji – tylko spontaniczność, absurdalny humor i świetne wyczucie chwili. Bajzel balansował między chaosem a precyzją, a publiczność reagowała na każdy zwrot, na każdy nieoczywisty pomysł.
Trudno go wpisać w gatunki. To trochę rock, trochę folk, trochę dadaistyczny performans. Jedno jest pewne – Wałcz dostał tego wieczoru muzyczny rollercoaster, z piorunami, mimo braku burzy.

